-Ojej! - wzięłam od niej ciepły karton
-Pójdziemy dziś na patrol tak?
-Tak całą trójką, ale dopiero za godzinę - powiedziałam biorąc kawałek pizzy ze strony bez kurczaka i usiadłam na łóżku.
- No bardzo dobrze! - usiadła obok mnie biorąc kawałek pizzy.
-Lily! - do mojego pokoju wpadł James.
-Co? - zapytałam wstając.
-Dostałaś list od wuja. W sumie wszyscy dostaliśmy - podał mi kopertę z czerpanego papieru. Od razu otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Kochana Charlie!
Nie będę Cię zanudzał tym co u mnie słychać
ani tym jak się mam.
Nawet nie będę poprawnie pisał tego listu.
W kopercie znajdziesz mały kluczyk.
Otwiera on drzwi od twojego nowego mieszkania.
Jak wiesz jestem już stary.
Każdemu z waszej trójki oddałem jedną ze swoich posiadłości.
Wiem że jako jedyna nie masz zamiaru wyjeżdżać Nowego Yorku.
Dlatego apartament obok mostu brooklińskiego będzie dla Ciebie idealnym lokum.
Dodatkowo ponieważ twoje mieszkanie jest jedną z moich najtańszych posiadłości,
opłaciłem rachunki na najbliższe 10 lat.
Dla całej waszej trójki daję mój dom wypoczynkowy w Maryland.
Kluczyki do niego przeznaczam Dylanowi.
Dla całej waszej trójki daję mój dom wypoczynkowy w Maryland.
Kluczyki do niego przeznaczam Dylanowi.
Bawcie się dobrze dzieciaki i koniecznie odpiszcie.
Pamiętajcie żeby od czasu do czasu odwiedzić mnie w Anglii.
Z miłością
Wujek Jeff."
-O mój boże! Dostałam mieszkanie!! - podskoczyłam w miejscu i wyjęłam mały kluczyk i zgiętą na pół karteczkę z adresem.
-Ja dostałem dom w Seattle - powiedział James uśmiechając się.
-Ciekawe co na to powie wasz tato... - zaczęła Rosie.
-Pewnie będzie zadowolony - powiedział James. -A ja nie będę musiał mieszkać w akademiku.
-Nie chcę was martwić ale za 15 minut musimy wyjść - powiedziałam podchodząc do szafki. Ja zazwyczaj nie walczyłam więc wszystko co musiałam na sobie mieć to wygodne buty. Naciągnęłam na nogi jasne skarpetki trochę dłuższe niż moje botki a na górę jeansową kurtkę. Rosie spięła górną cześć włosów żeby nie wpadały jej do twarzy i ubrała na siebie swoje ukochane buty. Razem zeszłyśmy na dół gdzie czekał już James.
-No to w drogę -powiedziała Rosie i wyszła na ganek. Kiedy wychodziłam za nią powiew powietrza poruszył moimi włosami.
-Czujecie to ? - zapytałam wciągając powietrze.
-Stęchlizna - powiedział James marszcząc nos. -Są niedaleko.
-Zombie - powiedziała Rosie zbiegając ze schodków. -Wszystko jasne. Lottie prowadzisz - powiedziała czekając aż ją wyprzedzę. Skupiłam całą wolę na prostych i lśniących liniach. Ruszyłam ich śladem.Dobrze że przez całe wakacje Ros kazała mi ćwiczyć. Teraz mogłam biec stabilnym tempem. Przed wejściem do lasu zatrzymałam się
-Jak długo biegłam? - zapytałam.
-Ponad 30 minut. Jest coraz lepiej - powiedziała Rosie wchodząc do lasu. Ruszyłam za nią.
-Wyczuwacie to? - zapytała Rosie.
-Albo James się nie umył albo jest tu drugi wilczek - powiedziałam patrząc na Jamesa.
-Zabawne - rzucił James i po chwili zamiast niego stał obok mnie wielki czarny wilk. Rosie wyjęła łuk i przewiesiła strzały na plecach. James szturchnął mnie w ramię.
-Już - mruknęłam powoli ruszając w głąb lasu. Czułam obecność innego wilka. Może nawet dwóch. Zapach był mocny i świeży. Jak by szli tędy kilka minut temu. Zapach był coraz silniejszy i..
-Są tu ukryj się - poczułam pchnięcie w bok i jedna ze strzał świsnęła mi obok głowy. Kiedy się obejrzałam zobaczyłam trzy wilki. Czarnego, brązowego i siwego. James i brązowy wilk skakali sobie do gardeł, dosłownie. Za to szary walczył z Rosie. Nie wiem skąd ta dziewczyna miała tyle siły. Stanęłam pod dużym kamieniem zasłonięta krzakami. I wtedy to się stało.
Zakrwawiona Rosie leżała na ziemi. Miała na sobie ten sam sweter co dzisiaj. Klęczał nad nią James. Za nim stali Christopher i dziewczyna ze szkoły... Mai. To była ona. Klęczałam koło Rosie i próbowałam ją wyleczyć. Słyszałam swój krzyk i żałosny szloch. Długa rana na brzuchu nie goiła się...
-Lottie! - na ziemie sprowadził mnie głos Rosie. Musiałam krzyknąć na prawdę.
-Przestańcie walczyć! Chris! Mai! Ja wiem że to wy! - dwa wilki znieruchomiały. Pierwsza przemieniła się Mai. Rosie złapała się za głowę.
-Nie wiedziałam że wiecie - powiedziała Mai.
-Czego tu szukaliście - zapytała Rosie.
-Wywęszyliśmy strzygi, na początku myślałam że macie z nimi coś wspólnego - powiedziała Mai poprawiając włosy. -Kto to jest ? - pokazała na Jamesa który ciągle obnażał zęby na Chrisa.
-Mój brat - rzuciłam niechętnie. - Zmieńcie się - powiedziałam do nich.
-No już - dorzuciła Rosie. James popatrzył na nią groźnie i po chwili był już w ludzkiej postaci. Stanął obok mnie i ściągnął z siebie bluzę. Popatrzyłam na jedynego wilka który pozostał.
-On jest alfą nie? - zapytałam Mai.
-Tak - powiedział Chris stając obok niej.- Jestem alfą.
-Robi się ciekawie - mruknęła Rosie tak żebym tylko ja usłyszała.
-Taa - mruknęłam w odpowiedzi.
-Ja dostałem dom w Seattle - powiedział James uśmiechając się.
-Ciekawe co na to powie wasz tato... - zaczęła Rosie.
-Pewnie będzie zadowolony - powiedział James. -A ja nie będę musiał mieszkać w akademiku.
-Nie chcę was martwić ale za 15 minut musimy wyjść - powiedziałam podchodząc do szafki. Ja zazwyczaj nie walczyłam więc wszystko co musiałam na sobie mieć to wygodne buty. Naciągnęłam na nogi jasne skarpetki trochę dłuższe niż moje botki a na górę jeansową kurtkę. Rosie spięła górną cześć włosów żeby nie wpadały jej do twarzy i ubrała na siebie swoje ukochane buty. Razem zeszłyśmy na dół gdzie czekał już James.
-No to w drogę -powiedziała Rosie i wyszła na ganek. Kiedy wychodziłam za nią powiew powietrza poruszył moimi włosami.
-Czujecie to ? - zapytałam wciągając powietrze.
-Stęchlizna - powiedział James marszcząc nos. -Są niedaleko.
-Zombie - powiedziała Rosie zbiegając ze schodków. -Wszystko jasne. Lottie prowadzisz - powiedziała czekając aż ją wyprzedzę. Skupiłam całą wolę na prostych i lśniących liniach. Ruszyłam ich śladem.Dobrze że przez całe wakacje Ros kazała mi ćwiczyć. Teraz mogłam biec stabilnym tempem. Przed wejściem do lasu zatrzymałam się
-Jak długo biegłam? - zapytałam.
-Ponad 30 minut. Jest coraz lepiej - powiedziała Rosie wchodząc do lasu. Ruszyłam za nią.
-Wyczuwacie to? - zapytała Rosie.
-Albo James się nie umył albo jest tu drugi wilczek - powiedziałam patrząc na Jamesa.
-Zabawne - rzucił James i po chwili zamiast niego stał obok mnie wielki czarny wilk. Rosie wyjęła łuk i przewiesiła strzały na plecach. James szturchnął mnie w ramię.
-Już - mruknęłam powoli ruszając w głąb lasu. Czułam obecność innego wilka. Może nawet dwóch. Zapach był mocny i świeży. Jak by szli tędy kilka minut temu. Zapach był coraz silniejszy i..
-Są tu ukryj się - poczułam pchnięcie w bok i jedna ze strzał świsnęła mi obok głowy. Kiedy się obejrzałam zobaczyłam trzy wilki. Czarnego, brązowego i siwego. James i brązowy wilk skakali sobie do gardeł, dosłownie. Za to szary walczył z Rosie. Nie wiem skąd ta dziewczyna miała tyle siły. Stanęłam pod dużym kamieniem zasłonięta krzakami. I wtedy to się stało.
Zakrwawiona Rosie leżała na ziemi. Miała na sobie ten sam sweter co dzisiaj. Klęczał nad nią James. Za nim stali Christopher i dziewczyna ze szkoły... Mai. To była ona. Klęczałam koło Rosie i próbowałam ją wyleczyć. Słyszałam swój krzyk i żałosny szloch. Długa rana na brzuchu nie goiła się...
-Lottie! - na ziemie sprowadził mnie głos Rosie. Musiałam krzyknąć na prawdę.
-Przestańcie walczyć! Chris! Mai! Ja wiem że to wy! - dwa wilki znieruchomiały. Pierwsza przemieniła się Mai. Rosie złapała się za głowę.
-Nie wiedziałam że wiecie - powiedziała Mai.
-Czego tu szukaliście - zapytała Rosie.
-Wywęszyliśmy strzygi, na początku myślałam że macie z nimi coś wspólnego - powiedziała Mai poprawiając włosy. -Kto to jest ? - pokazała na Jamesa który ciągle obnażał zęby na Chrisa.
-Mój brat - rzuciłam niechętnie. - Zmieńcie się - powiedziałam do nich.
-No już - dorzuciła Rosie. James popatrzył na nią groźnie i po chwili był już w ludzkiej postaci. Stanął obok mnie i ściągnął z siebie bluzę. Popatrzyłam na jedynego wilka który pozostał.
-On jest alfą nie? - zapytałam Mai.
-Tak - powiedział Chris stając obok niej.- Jestem alfą.
-Robi się ciekawie - mruknęła Rosie tak żebym tylko ja usłyszała.
-Taa - mruknęłam w odpowiedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz