poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#4

-Jest jeszcze ktoś? - zapytałam Mai idąc przez las.
-Tak, brat Chrisa, Nick, Hannah. Chris ma całkiem sporą watahę. Ale większość nie ma jeszcze 20 lat. A jak jest z wami?
-Rodzina - powiedziałam.
-Jak to jest że nie jesteś wilkołakiem mimo że twoja rodzina jest? - zapytał Chris.
-Ona jest Faraxusem - powiedziała Mai. 

-Że kim? - stanęłam na środku drogi i popatrzyłam na Mai.
-Poczekaj nie wyciągaj pochopnych wniosków - powiedział Chris. - Powiedz coś o tym co potrafisz.
-Albo co widziałaś przed chwilą - powiedziała Rosie stając obok mnie.
-Ciebie - rzuciłam krótko. -Nie ważne. Czymkolwiek jestem nie zmienię tego. Dokąd idziemy?
-Koło starej szosy jest opuszczony hotel, podobno jest tam gniazdo - powiedziała Mai.
-Chodźmy tam - powiedziała Rosie. -Pomożemy wam.
-To jakieś 10 kilometrów stąd - powiedział Chris.
-Pobiegniemy - powiedziałam.
-Ty na pewno - powiedział James.
-Ej to był sarkazm! - uderzyłam go w ramie.
-A jak byśmy je... -zaczął Chris.
-Tak to dobry pomysł - powiedziała Mai.
-Nie - powiedział stanowczo James. Chris już zmienił się w wilka i stanął obok mnie.
-Pękasz że nie dasz rady dobiec, a co dopiero z Rosie - zaśmiałam się przerzucając nogę przez Chrisa.
-Ej! - jęknęła Rosie.
-No dawaj James! - rzuciłam wyzywająco. Spojrzał na mnie spod byka i zmienił się w wilka. Rosie szybko na niego wsiadła. -Mai ty prowadź - powiedziałam do dziewczyny która też już zmieniła postać. Ta tylko ruszyła przed siebie. Chris wyrwał za nią. Zanurzyłam ręce w jego miękkiej sierści i pochyliłam lekko do przodu. To było takie cudowne uczucie. Każdy napinający się mięsień Chrisa, wiatr we włosach i to uczucie wolności. Kiedy byliśmy na miejscu było już ciemno. Od razu zeszłam na ziemię z pomocą Mai. Ostatni raz ubrałam sukienkę na patrol. Zawsze jest mi niewygodnie. Ale i tak zawsze powtarzam ten błąd.
-Lils - obok mnie stanęła Rosie. -Cokolwiek się stanie trzymaj się blisko nas. Mam złe przeczucia.
-Wiem ja też - mruknęłam patrząc na mroczny motel. -Nie wyczuwam tu nic po za...
-Krwią - powiedział Chris stając obok mnie.
-Ludzką - szepnęłam. Poczułam rękę Chrisa która lekko trzyma mnie za ramię.
-Lottie, trzymasz się cały czas Chrisa. Cokolwiek się stanie - powiedział James. -Ja wezmę Mai i Rosie. Przejdziemy się po górze.
-Dlaczego bierzesz wilka i łowcę ? - pytam przerażona.
-Wolę iść z Alfą, jak chcesz możemy się zamienić -  rusza w stronę Chriasa.
-Zostaw mojego wilka - złapałam Chrisa pod ramię. - Ale my idziemy na górę
-Ey, spójrzcie ! - Rosie pociągnęła mnie za ręka kurtki.
-Czego chcesz Rosalie -odwróciłam się i popatrzyłam na co pokazywała. Powstrzymałam odruch wymiotny. Dwie strzygi umazane krwią jeszcze świeżą. -Zatkajcie uszy, będę krzyczeć - patrzę na Rosie która naciąga strzałę na łuk. Otwieram usta i wydaję z siebie krzyk. Najgłośniejszy jaki potrafię z siebie wydać i najbardziej piskliwy. Kiedy zamykam usta czuję lekkie pieczenie w gardle. Patrzę dookoła. Mai stoi jeszcze z zatkanymi uszami, ale Chris i mój brat już się zmieniają. Rosie trafiła pięcioma strzałami.
-Na górę - Rosie szturcha mnie lekko i popycha w stronę schodów. Szybko tam biegnę i wspinam się po schodach. Na górze biegnę po starym tarasie który miejscami nie ma barierki. Niektóre pokoje są otwarte. Drogę zagradza mi strzyga.
-Serio - szepcę cicho i robię unik przed jej szponami. -James! - krzyczę gdy nade mną pojawia się mój brat i rzuca się na sztrzygę. Nagle cały świat spowalnia a ja czuję że spadam....
***
-Charlotta obudź się - usłyszałam nad sobą głos. Nie był to głos który znałam. Otworzyłam lekko oczy. Obok mnie siedziała dziewczyna może o rok starsza. Miała ombre i przenikliwe oczy. Musiałą być kiedyś OMEGĄ.
-Gdzie ja jestem? - zapytałam i usiadłam.
-W jamie - odparła podając mi jakiś kubek z którego parowało. Popatrzyłam na niego podejrzliwie - To zioła na uspokojenie. Pomogą Ci wrócić do pełni sił.
-Co to jest jama? - pytam wąchając płyn. Pachnie słono i odrobinę lasem.
-Miejsce  którym mieszka większość stada - odpowiada szykując jakieś ciuchy. -Chris kazał Cię przebrać, a ponieważ jesteś niska nie mamy nic odpowiedniego na Ciebie - podała mi dres, zdecydowanie męski i koszulkę na krótkich ramiączkach która mogła by być lekko za długa, a do tego krótki różowy sweter. -Pomogę ci wstać i pokaże łazienkę - mówi i podchodzi do mojego łóżka. Zanim zdąży mnie podciągnąć sama wstaję i robię krok żeby odsunąć się od łóżka. Po chili stwierdzam że to nie był dobry pomysł bo tracę grunt pod nogami. Kolejny już raz czuję że spadam...
-Mam cię - silne męskie ramiona owijają się wokół mnie i unoszą do góry. -To już kolejny raz - mówi Chris niosąc mnie w stronę łazienki. Poczułam jak delikatnie sadza mnie na wannie.
-Co ja tutaj robię ? - pytam cicho patrząc w jego oczy.
-Jesteś teraz częścią mojego stada - mówi. Zdziwiona przechylam się do tyłu i z hukiem wpadam do wanny. Słyszę śmiech Chrisa i jeszcze jednej osoby. Podnoszę się szybko i widzę dziewczynę która była przy mnie wcześniej.
-Jak to twojego stada!? - wybucham - Przecież ja nie jestem wilkołakiem!
-Wiem ale to nie ma nic wspólnego z przemianą... uratowałem Ci życie.
-Głupie wilcze prawo! - krzyczę i uderzam pięścią w lustro. Czuję w ręce pieczenie na które syczę z bólu. Chris w mgnieniu oka znajduje się przy mnie i trzyma mnie za dłoń z której cieknie krew.
-Daphne przynieś mi apteczkę - mówi na co dziewczyna wychodzi.Chris ciągnie moją rękę nad zlew i oblewa zimną wodą na co jęczę z bólu. Dziewczyna wraca po kilku minutach z apteczką, zaraz za nią wchodzi Mai i ... o mój boże! Rosie.
-Coś ty znów zrobiła? - pyta i staje po mojej drugiej stronie. Łazienka nie jest zbyt duża więc Daphne od razu wychodzi.
-To nic poważnego ale może trochę zaboleć - mówi Chris przykładając gazę z wodą utlenioną.
-Twój tato jutro wyjeżdża - mówi Rosie namaczając szmatkę  zimnej wodzie.
-Gdzie? - pytam i wstaję. Chris mocnym ruchem sadza mnie na wannie. Na co prycham.
-Europa. Mówi że skoro wy macie gdzie mieszkać, wyjedzie i pozałatwia swoje sprawy - Rosie przykłada mi ręcznik do czoła. Przynosi chłodną ulgę.
-Chcę wziąć prysznic - mówię. -Możecie wyjść?
-Ja zostaję - mówi od razu Chris.
-Nawet o tym nie myśl - mówię.
-Wieść że mam w stadzie Feraxsussa rozniosła się już po prawie całych stanach. Nie możesz być sama - mówi.
-To jest łazienka! A ja chcę wziąć prysznic - wypycham go.
-No ale - znów zaczyna swój nudny wykład.
-Tu nie ma okna przez które mógł by ktoś wejść - patrzę na małe okienko w którym nawet ja bym się nie zmieściła. Kiedy widzę że jego upór słabnie wypycham go za drzwi i szybko je zamykam. Szybko pozbywam się starych ciuchów. Szybko wchodzę pod prysznic i puszczam wodę. Kojąco spływa po moim ciele i usuwa brud. Zastanawiam się co ja teraz zrobię. Nie jestem wilkołakiem ale jestem w stadzie. Do tego alfą tego stada jest Chris. James się wyprowadza. Mój tato wyjeżdża. Mam mieszkanie i te sprawy, ale skoro Chris wspominał o jakimś niebezpieczeństwie, pewnie nie będę mogła mieszkać sama. Nagle woda się wyłącza a ja słyszę kroki. Jak by w łazience ktoś chodził. Kidy wyglądam zza zasłonki widzę mężczyznę który rozgląda się ciekawie po łazience. Kiedy widzi że mu się przypatruję uśmiecha się.
-Kim pan jest? - pytam cicho.
-Może zechciała byś się ubrać? - pyta mężczyzna, a ja przypominam sobie że ciągle stoję tylko za zasłonką. Obcy podaje mi ręcznik którym szybko się okrywam.
-Kim pan jest? - pytam ponownie kiedy już stoję na podłodze.
-Nikim ważnym. Na razie. Całą noc zajęło mi tropienie Cię, ale teraz widzę że to prawda - mówi dotykając moich mokrych włosów i policzka.
-Co jest prawdą? - pytam.
-Że jesteś wyjątkowa...
-Jestem normalna - mówię. -Więc kim pan jest?
-Jestem Dominic. Tak się składa że mam dla ciebie propozycje..
-Nie można mi z Panem rozmawiać.
-Charlotto, i tak już rozmawiasz. Chciał bym Cię gdzieś zabrać - robi krok w moją stronę.
-Niech pan nie podchodzi - ja krok w tył, on jeden w przód. - Będę krzyczeć - nieznajomy nie cofa się tylko podchodzi jeszcze bliżej. Otwieram usta i wydobywam z siebie najgłośniejszy krzyk jaki jestem w stanie. Kiedy kończę nieznajomy wygląda na zadowolonego.
-Niesamowite - mówi. Do łazienki wpada Chris, a za nim Rosie, Mai i Daphne a także jakiś chłopak którego nie znam. Podbiegam do Chrisa i przytulam się do jego ramienia.
-Christopher - mówi nieznajomy i skina lekko głową.
-Dominic - warczy Chris i napina mięśnie. Czuje że po mojej twarzy płynął łzy. Przecież ten człowiek mógł mnie skrzywdzić.
-Widzę że twoje stado nabyło nowego członka, dużo siły Ci daje?
-Na tyle żeby Cię rozszarpać - mówi Chris. -Wynoś się stąd - nieznajomy tylko uśmiecha się i w wilczej postaci znika za oknem. -Nie płacz - Chris odsuwa mnie od siebie i wyciera łzy. Rosie podbiega do mnie i rzuca mi się na szyję.
-Nic Ci nie jest? - pyta odgarniając mi włosy. -Jak usłyszałam twój krzyk tak się przeraziłam...
-Nic się nie stało - mówię i uśmiecham się lekko. Zaczyna mi się robić zimno.
-Trzęsiesz się - mówi Mai i podaje mi szlafrok. Jest duży i męski, ale za to ciepły i wygodny.
-Czyj to? - śmieję się przez łzy.
-Mój - mówi Chris. -Rosie z tobą zostanie i się ubierzesz. Potem zejdziecie na obiad. Jutro wszyscy musimy wrócić do szkoły.
-Jaki jest dziś dzień? - pyta gdy wszyscy wychodzą.
-Środa - odpowiada dziewczyna i uśmiecha się. Podaje mi ciuchy z szafki. Ubieram szybko ciuchy. Dresy które są na mnie za wielkie podwijam do kostek, trampki które są wręcz idealne wkładam na nogi, białą koszulkę wpuszczam do spodni, a na górę zakładam sweter.
-Możemy iść - mówię. Dziewczyna wychodzi z łazienki do małej sypialni w której się obudziłam a potem na ciemny korytarz. Schodami w dół i do pomieszczenie z bardzo dużym stołem. Na jego szczycie siedzi Chris. Rosie idzie i siada koło Mai. Planuję zrobić to samo.
-Lottie chodź obok mnie - mówi Chris pokazując wolne miejsce po swojej prawej. Idę i siadam obok niego. Uśmiecha się do mnie pocieszająco. Nagle wchodzi do jadalni Daphne i obdarza mnie nienawistnym spojrzeniem.
-To było zawsze moje miejsce - mówi stając obok Chrisa.
-Zajmij jakieś inne miejsce - mówi szorstko na co dziewczyna robi się sina z wściekłości. Na przeciw mnie siada brunet który musi być dobrym kumplem Chrisa.
-Jestem Nathaniel - wita się.
-Charlotta - mówię i kiwam mu głową. Przy stole siedzi max 15 osób. A sam stół jest nakryty przeróżnym jedzeniem. Nikt jednak nie je. Rosie posyła mi uśmiech, a ja jej pytające spojrzenie. Pokazuje wzrokiem na Chrisa, który wstaje.
-Kilka dni zmieniło dość sporo. Mamy nowego członka stada który nie jest wilkołakiem. Wielu z was jest nastawionych do niej nienawistnie. Żądam żeby to się zmieniło. Charlotta jest teraz częścią naszego stada. Wiele innych alf będzie próbowało ja przejąć dlatego ciągle ktoś z nas przy niej będzie. Jakieś pytania?
-Nie lepiej od razu ją im oddać - zapytała dziewczyna o długich czarnych włosach.
-Jak posłuchasz o jej zdolnościach to wątpię że będziesz chciała ją oddać - odpowiada Chris a ja czuję że robię się czerwona.
-Więc co potrafi? - pyta chłopak siedzący obok czarnowłosej. Kidy widzę że Chris ma już odpowiadać wkurzam się.
-Możecie przestać o mnie rozmawiać jak by mnie tu nie było! - Chris patrzy na mnie z uznaniem. -Nie jestem przedmiotem nad którym możecie się zastanawiać czy go wyrzucić czy nie! Nie prosiłam się o to żeby by w waszym stadzie! Nie wiem jak działa wasze prawo i nie wiem czym dokładnie jestem! Wiem tylko że dziś podczas kąpieli wtargnął tam jakiś gościu i mówił coś o propozycjach! Wiem też że potrafię uleczyć wszystko co się rusza, słyszę głosy, których nikt inny nie słyszy i potrafię tropić inne magiczne stworzenia! Uwierzcie mi że z chęcią pozbyła bym się tego! - po moich policzkach lecą łzy. Rosie w kilku sekundach znajduje się obok mnie.
-O tym właśnie mówię - Chris kładzie mi rękę na ramieniu. - Nie możemy jej stracić bo jest częścią stada. Koniec rozmowy. Smacznego! - łapie minie za ramię - Rosie usiądź na miejsce - mówi cicho a dziewczyna wraca na krzesło. Chris wyciąga mnie do pokoju w którym stoi kilka kanap i fortepian,
-Co się dzieje? - pytam.
-Chciałem pogadać - mówi. -To było fantastyczne.
-Powiedziałam co czuję - odpowiadam i siadam przy fortepianie. Otwieram jego pokrywę i uderzam lekko  klawisz. -Nic nadzwyczajnego - kwituję.
-To było wspaniałe - siada i spuszcza nogi po obu stronach stołka.
-Któryś raz z kolei już się dziś rozkleiłam - mówię i uśmiecham się. Gram jakąś prostą melodię Bacha.
-Chodź pójdziemy coś zjeść zanim wszystko zniknie - mówi i wstaje.
-Masz rację - pomaga mi wstać. Kieruję się do drzwi ale przytrzymuje mnie w miejscu.
-Wszystko w porządku - pyta i przysuwa mnie do siebie. Opieram ręce na jego umięśnionej klatce.
-Tak - mówię cicho. Kładę mu głowę na ramieniu, a on mnie przytula.
-jeżeli tylko coś będzie nie w porządku powiesz mi o tym? - pyta.
-Obiecuję - mówię. Biorę go za rękę i ciągnę do jadalni. Kiedy wchodzimy wszyscy milkną a my siadamy na swoich miejscach. Chris nalewa mi zupy która jest przepyszna. Kiedy kończę Niska dziewczyna zabiera mi talerz i stawia następne danie.
-Chris - mówię cicho. Chłopak pochyla się do mnie. -Bo ja nie za bardzo jem mięso - mówię i przygryzam wargę.
-Jess weź talerz Charlotty - mówi. -Przynieś jej coś bez mięsa.
-Ja mogłam sama iść - mówię i rumienię się.
-Jess dostaje za to kase - mówi i uśmiecha się. -Przyzwyczaisz się.
-Chyba raczej nigdy - uśmiecham się. Dziewczyna po chwili stawia przede mną naleśniki z dużą ilością owoców, czekoladę i bitą śmietanę. Uśmiecham się a ten widok i zabieram się do jedzenia.
-Charlotto - mówi Nathaniel. -Ile masz lat? Ja wiem że nie powinienem pytać, ale... sama wiesz.
-W przyszłym miesiącu kończę 18 - mówię. - I wolę Lotti lub Charlie. Charlotta jest zbyt formalne.
-Czyli będziesz mieszkać teraz tu? - pyta Nathaniel.
-Nie - mówię  w tym samym czasie co Chris mówi "Tak". - Nie będę bo mam swoje mieszkanie.