-Jest jeszcze ktoś? - zapytałam Mai idąc przez las.
-Tak, brat Chrisa, Nick, Hannah. Chris ma całkiem sporą watahę. Ale większość nie ma jeszcze 20 lat. A jak jest z wami?
-Rodzina - powiedziałam.
-Jak to jest że nie jesteś wilkołakiem mimo że twoja rodzina jest? - zapytał Chris.
-Ona jest Faraxusem - powiedziała Mai.
-Że kim? - stanęłam na środku drogi i popatrzyłam na Mai.
-Poczekaj nie wyciągaj pochopnych wniosków - powiedział Chris. - Powiedz coś o tym co potrafisz.
-Albo co widziałaś przed chwilą - powiedziała Rosie stając obok mnie.
-Ciebie - rzuciłam krótko. -Nie ważne. Czymkolwiek jestem nie zmienię tego. Dokąd idziemy?
-Koło starej szosy jest opuszczony hotel, podobno jest tam gniazdo - powiedziała Mai.
-Chodźmy tam - powiedziała Rosie. -Pomożemy wam.
-To jakieś 10 kilometrów stąd - powiedział Chris.
-Pobiegniemy - powiedziałam.
-Ty na pewno - powiedział James.
-Ej to był sarkazm! - uderzyłam go w ramie.
-A jak byśmy je... -zaczął Chris.
-Tak to dobry pomysł - powiedziała Mai.
-Nie - powiedział stanowczo James. Chris już zmienił się w wilka i stanął obok mnie.
-Pękasz że nie dasz rady dobiec, a co dopiero z Rosie - zaśmiałam się przerzucając nogę przez Chrisa.
-Ej! - jęknęła Rosie.
-No dawaj James! - rzuciłam wyzywająco. Spojrzał na mnie spod byka i zmienił się w wilka. Rosie szybko na niego wsiadła. -Mai ty prowadź - powiedziałam do dziewczyny która też już zmieniła postać. Ta tylko ruszyła przed siebie. Chris wyrwał za nią. Zanurzyłam ręce w jego miękkiej sierści i pochyliłam lekko do przodu. To było takie cudowne uczucie. Każdy napinający się mięsień Chrisa, wiatr we włosach i to uczucie wolności. Kiedy byliśmy na miejscu było już ciemno. Od razu zeszłam na ziemię z pomocą Mai. Ostatni raz ubrałam sukienkę na patrol. Zawsze jest mi niewygodnie. Ale i tak zawsze powtarzam ten błąd.
-Lils - obok mnie stanęła Rosie. -Cokolwiek się stanie trzymaj się blisko nas. Mam złe przeczucia.
-Wiem ja też - mruknęłam patrząc na mroczny motel. -Nie wyczuwam tu nic po za...
-Krwią - powiedział Chris stając obok mnie.
-Ludzką - szepnęłam. Poczułam rękę Chrisa która lekko trzyma mnie za ramię.
-Lottie, trzymasz się cały czas Chrisa. Cokolwiek się stanie - powiedział James. -Ja wezmę Mai i Rosie. Przejdziemy się po górze.
-Dlaczego bierzesz wilka i łowcę ? - pytam przerażona.
-Wolę iść z Alfą, jak chcesz możemy się zamienić - rusza w stronę Chriasa.
-Zostaw mojego wilka - złapałam Chrisa pod ramię. - Ale my idziemy na górę
-Ey, spójrzcie ! - Rosie pociągnęła mnie za ręka kurtki.
-Czego chcesz Rosalie -odwróciłam się i popatrzyłam na co pokazywała. Powstrzymałam odruch wymiotny. Dwie strzygi umazane krwią jeszcze świeżą. -Zatkajcie uszy, będę krzyczeć - patrzę na Rosie która naciąga strzałę na łuk. Otwieram usta i wydaję z siebie krzyk. Najgłośniejszy jaki potrafię z siebie wydać i najbardziej piskliwy. Kiedy zamykam usta czuję lekkie pieczenie w gardle. Patrzę dookoła. Mai stoi jeszcze z zatkanymi uszami, ale Chris i mój brat już się zmieniają. Rosie trafiła pięcioma strzałami.
-Na górę - Rosie szturcha mnie lekko i popycha w stronę schodów. Szybko tam biegnę i wspinam się po schodach. Na górze biegnę po starym tarasie który miejscami nie ma barierki. Niektóre pokoje są otwarte. Drogę zagradza mi strzyga.
-Serio - szepcę cicho i robię unik przed jej szponami. -James! - krzyczę gdy nade mną pojawia się mój brat i rzuca się na sztrzygę. Nagle cały świat spowalnia a ja czuję że spadam....
***
-Charlotta obudź się - usłyszałam nad sobą głos. Nie był to głos który znałam. Otworzyłam lekko oczy. Obok mnie siedziała dziewczyna może o rok starsza. Miała ombre i przenikliwe oczy. Musiałą być kiedyś OMEGĄ.
-Gdzie ja jestem? - zapytałam i usiadłam.
-W jamie - odparła podając mi jakiś kubek z którego parowało. Popatrzyłam na niego podejrzliwie - To zioła na uspokojenie. Pomogą Ci wrócić do pełni sił.
-Co to jest jama? - pytam wąchając płyn. Pachnie słono i odrobinę lasem.
-Miejsce którym mieszka większość stada - odpowiada szykując jakieś ciuchy. -Chris kazał Cię przebrać, a ponieważ jesteś niska nie mamy nic odpowiedniego na Ciebie - podała mi dres, zdecydowanie męski i koszulkę na krótkich ramiączkach która mogła by być lekko za długa, a do tego krótki różowy sweter. -Pomogę ci wstać i pokaże łazienkę - mówi i podchodzi do mojego łóżka. Zanim zdąży mnie podciągnąć sama wstaję i robię krok żeby odsunąć się od łóżka. Po chili stwierdzam że to nie był dobry pomysł bo tracę grunt pod nogami. Kolejny już raz czuję że spadam...
-Mam cię - silne męskie ramiona owijają się wokół mnie i unoszą do góry. -To już kolejny raz - mówi Chris niosąc mnie w stronę łazienki. Poczułam jak delikatnie sadza mnie na wannie.
-Co ja tutaj robię ? - pytam cicho patrząc w jego oczy.
-Jesteś teraz częścią mojego stada - mówi. Zdziwiona przechylam się do tyłu i z hukiem wpadam do wanny. Słyszę śmiech Chrisa i jeszcze jednej osoby. Podnoszę się szybko i widzę dziewczynę która była przy mnie wcześniej.
-Jak to twojego stada!? - wybucham - Przecież ja nie jestem wilkołakiem!
-Wiem ale to nie ma nic wspólnego z przemianą... uratowałem Ci życie.
-Głupie wilcze prawo! - krzyczę i uderzam pięścią w lustro. Czuję w ręce pieczenie na które syczę z bólu. Chris w mgnieniu oka znajduje się przy mnie i trzyma mnie za dłoń z której cieknie krew.
-Daphne przynieś mi apteczkę - mówi na co dziewczyna wychodzi.Chris ciągnie moją rękę nad zlew i oblewa zimną wodą na co jęczę z bólu. Dziewczyna wraca po kilku minutach z apteczką, zaraz za nią wchodzi Mai i ... o mój boże! Rosie.
-Coś ty znów zrobiła? - pyta i staje po mojej drugiej stronie. Łazienka nie jest zbyt duża więc Daphne od razu wychodzi.
-To nic poważnego ale może trochę zaboleć - mówi Chris przykładając gazę z wodą utlenioną.
-Twój tato jutro wyjeżdża - mówi Rosie namaczając szmatkę zimnej wodzie.
-Gdzie? - pytam i wstaję. Chris mocnym ruchem sadza mnie na wannie. Na co prycham.
-Europa. Mówi że skoro wy macie gdzie mieszkać, wyjedzie i pozałatwia swoje sprawy - Rosie przykłada mi ręcznik do czoła. Przynosi chłodną ulgę.
-Chcę wziąć prysznic - mówię. -Możecie wyjść?
-Ja zostaję - mówi od razu Chris.
-Nawet o tym nie myśl - mówię.
-Wieść że mam w stadzie Feraxsussa rozniosła się już po prawie całych stanach. Nie możesz być sama - mówi.
-To jest łazienka! A ja chcę wziąć prysznic - wypycham go.
-No ale - znów zaczyna swój nudny wykład.
-Tu nie ma okna przez które mógł by ktoś wejść - patrzę na małe okienko w którym nawet ja bym się nie zmieściła. Kiedy widzę że jego upór słabnie wypycham go za drzwi i szybko je zamykam. Szybko pozbywam się starych ciuchów. Szybko wchodzę pod prysznic i puszczam wodę. Kojąco spływa po moim ciele i usuwa brud. Zastanawiam się co ja teraz zrobię. Nie jestem wilkołakiem ale jestem w stadzie. Do tego alfą tego stada jest Chris. James się wyprowadza. Mój tato wyjeżdża. Mam mieszkanie i te sprawy, ale skoro Chris wspominał o jakimś niebezpieczeństwie, pewnie nie będę mogła mieszkać sama. Nagle woda się wyłącza a ja słyszę kroki. Jak by w łazience ktoś chodził. Kidy wyglądam zza zasłonki widzę mężczyznę który rozgląda się ciekawie po łazience. Kiedy widzi że mu się przypatruję uśmiecha się.
-Kim pan jest? - pytam cicho.
-Może zechciała byś się ubrać? - pyta mężczyzna, a ja przypominam sobie że ciągle stoję tylko za zasłonką. Obcy podaje mi ręcznik którym szybko się okrywam.
-Kim pan jest? - pytam ponownie kiedy już stoję na podłodze.
-Nikim ważnym. Na razie. Całą noc zajęło mi tropienie Cię, ale teraz widzę że to prawda - mówi dotykając moich mokrych włosów i policzka.
-Co jest prawdą? - pytam.
-Że jesteś wyjątkowa...
-Jestem normalna - mówię. -Więc kim pan jest?
-Jestem Dominic. Tak się składa że mam dla ciebie propozycje..
-Nie można mi z Panem rozmawiać.
-Charlotto, i tak już rozmawiasz. Chciał bym Cię gdzieś zabrać - robi krok w moją stronę.
-Niech pan nie podchodzi - ja krok w tył, on jeden w przód. - Będę krzyczeć - nieznajomy nie cofa się tylko podchodzi jeszcze bliżej. Otwieram usta i wydobywam z siebie najgłośniejszy krzyk jaki jestem w stanie. Kiedy kończę nieznajomy wygląda na zadowolonego.
-Niesamowite - mówi. Do łazienki wpada Chris, a za nim Rosie, Mai i Daphne a także jakiś chłopak którego nie znam. Podbiegam do Chrisa i przytulam się do jego ramienia.
-Christopher - mówi nieznajomy i skina lekko głową.
-Dominic - warczy Chris i napina mięśnie. Czuje że po mojej twarzy płynął łzy. Przecież ten człowiek mógł mnie skrzywdzić.
-Widzę że twoje stado nabyło nowego członka, dużo siły Ci daje?
-Na tyle żeby Cię rozszarpać - mówi Chris. -Wynoś się stąd - nieznajomy tylko uśmiecha się i w wilczej postaci znika za oknem. -Nie płacz - Chris odsuwa mnie od siebie i wyciera łzy. Rosie podbiega do mnie i rzuca mi się na szyję.
-Nic Ci nie jest? - pyta odgarniając mi włosy. -Jak usłyszałam twój krzyk tak się przeraziłam...
-Nic się nie stało - mówię i uśmiecham się lekko. Zaczyna mi się robić zimno.
-Trzęsiesz się - mówi Mai i podaje mi szlafrok. Jest duży i męski, ale za to ciepły i wygodny.
-Czyj to? - śmieję się przez łzy.
-Mój - mówi Chris. -Rosie z tobą zostanie i się ubierzesz. Potem zejdziecie na obiad. Jutro wszyscy musimy wrócić do szkoły.
-Jaki jest dziś dzień? - pyta gdy wszyscy wychodzą.
-Środa - odpowiada dziewczyna i uśmiecha się. Podaje mi ciuchy z szafki. Ubieram szybko ciuchy. Dresy które są na mnie za wielkie podwijam do kostek, trampki które są wręcz idealne wkładam na nogi, białą koszulkę wpuszczam do spodni, a na górę zakładam sweter.
-Możemy iść - mówię. Dziewczyna wychodzi z łazienki do małej sypialni w której się obudziłam a potem na ciemny korytarz. Schodami w dół i do pomieszczenie z bardzo dużym stołem. Na jego szczycie siedzi Chris. Rosie idzie i siada koło Mai. Planuję zrobić to samo.
-Lottie chodź obok mnie - mówi Chris pokazując wolne miejsce po swojej prawej. Idę i siadam obok niego. Uśmiecha się do mnie pocieszająco. Nagle wchodzi do jadalni Daphne i obdarza mnie nienawistnym spojrzeniem.
-To było zawsze moje miejsce - mówi stając obok Chrisa.
-Zajmij jakieś inne miejsce - mówi szorstko na co dziewczyna robi się sina z wściekłości. Na przeciw mnie siada brunet który musi być dobrym kumplem Chrisa.
-Jestem Nathaniel - wita się.
-Charlotta - mówię i kiwam mu głową. Przy stole siedzi max 15 osób. A sam stół jest nakryty przeróżnym jedzeniem. Nikt jednak nie je. Rosie posyła mi uśmiech, a ja jej pytające spojrzenie. Pokazuje wzrokiem na Chrisa, który wstaje.
-Kilka dni zmieniło dość sporo. Mamy nowego członka stada który nie jest wilkołakiem. Wielu z was jest nastawionych do niej nienawistnie. Żądam żeby to się zmieniło. Charlotta jest teraz częścią naszego stada. Wiele innych alf będzie próbowało ja przejąć dlatego ciągle ktoś z nas przy niej będzie. Jakieś pytania?
-Nie lepiej od razu ją im oddać - zapytała dziewczyna o długich czarnych włosach.
-Jak posłuchasz o jej zdolnościach to wątpię że będziesz chciała ją oddać - odpowiada Chris a ja czuję że robię się czerwona.
-Więc co potrafi? - pyta chłopak siedzący obok czarnowłosej. Kidy widzę że Chris ma już odpowiadać wkurzam się.
-Możecie przestać o mnie rozmawiać jak by mnie tu nie było! - Chris patrzy na mnie z uznaniem. -Nie jestem przedmiotem nad którym możecie się zastanawiać czy go wyrzucić czy nie! Nie prosiłam się o to żeby by w waszym stadzie! Nie wiem jak działa wasze prawo i nie wiem czym dokładnie jestem! Wiem tylko że dziś podczas kąpieli wtargnął tam jakiś gościu i mówił coś o propozycjach! Wiem też że potrafię uleczyć wszystko co się rusza, słyszę głosy, których nikt inny nie słyszy i potrafię tropić inne magiczne stworzenia! Uwierzcie mi że z chęcią pozbyła bym się tego! - po moich policzkach lecą łzy. Rosie w kilku sekundach znajduje się obok mnie.
-O tym właśnie mówię - Chris kładzie mi rękę na ramieniu. - Nie możemy jej stracić bo jest częścią stada. Koniec rozmowy. Smacznego! - łapie minie za ramię - Rosie usiądź na miejsce - mówi cicho a dziewczyna wraca na krzesło. Chris wyciąga mnie do pokoju w którym stoi kilka kanap i fortepian,
-Co się dzieje? - pytam.
-Chciałem pogadać - mówi. -To było fantastyczne.
-Powiedziałam co czuję - odpowiadam i siadam przy fortepianie. Otwieram jego pokrywę i uderzam lekko klawisz. -Nic nadzwyczajnego - kwituję.
-To było wspaniałe - siada i spuszcza nogi po obu stronach stołka.
-Któryś raz z kolei już się dziś rozkleiłam - mówię i uśmiecham się. Gram jakąś prostą melodię Bacha.
-Chodź pójdziemy coś zjeść zanim wszystko zniknie - mówi i wstaje.
-Masz rację - pomaga mi wstać. Kieruję się do drzwi ale przytrzymuje mnie w miejscu.
-Wszystko w porządku - pyta i przysuwa mnie do siebie. Opieram ręce na jego umięśnionej klatce.
-Tak - mówię cicho. Kładę mu głowę na ramieniu, a on mnie przytula.
-jeżeli tylko coś będzie nie w porządku powiesz mi o tym? - pyta.
-Obiecuję - mówię. Biorę go za rękę i ciągnę do jadalni. Kiedy wchodzimy wszyscy milkną a my siadamy na swoich miejscach. Chris nalewa mi zupy która jest przepyszna. Kiedy kończę Niska dziewczyna zabiera mi talerz i stawia następne danie.
-Chris - mówię cicho. Chłopak pochyla się do mnie. -Bo ja nie za bardzo jem mięso - mówię i przygryzam wargę.
-Jess weź talerz Charlotty - mówi. -Przynieś jej coś bez mięsa.
-Ja mogłam sama iść - mówię i rumienię się.
-Jess dostaje za to kase - mówi i uśmiecha się. -Przyzwyczaisz się.
-Chyba raczej nigdy - uśmiecham się. Dziewczyna po chwili stawia przede mną naleśniki z dużą ilością owoców, czekoladę i bitą śmietanę. Uśmiecham się a ten widok i zabieram się do jedzenia.
-Charlotto - mówi Nathaniel. -Ile masz lat? Ja wiem że nie powinienem pytać, ale... sama wiesz.
-W przyszłym miesiącu kończę 18 - mówię. - I wolę Lotti lub Charlie. Charlotta jest zbyt formalne.
-Czyli będziesz mieszkać teraz tu? - pyta Nathaniel.
-Nie - mówię w tym samym czasie co Chris mówi "Tak". - Nie będę bo mam swoje mieszkanie.
I hope I never lost
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
niedziela, 5 lipca 2015
#3
-Przywiozłam pizze - powiedziała Rosie wchodząc do mojego pokoju.
-Ojej! - wzięłam od niej ciepły karton
-Pójdziemy dziś na patrol tak?
-Tak całą trójką, ale dopiero za godzinę - powiedziałam biorąc kawałek pizzy ze strony bez kurczaka i usiadłam na łóżku.
- No bardzo dobrze! - usiadła obok mnie biorąc kawałek pizzy.
-Lily! - do mojego pokoju wpadł James.
-Co? - zapytałam wstając.
-Dostałaś list od wuja. W sumie wszyscy dostaliśmy - podał mi kopertę z czerpanego papieru. Od razu otworzyłam i zaczęłam czytać:
-Ojej! - wzięłam od niej ciepły karton
-Pójdziemy dziś na patrol tak?
-Tak całą trójką, ale dopiero za godzinę - powiedziałam biorąc kawałek pizzy ze strony bez kurczaka i usiadłam na łóżku.
- No bardzo dobrze! - usiadła obok mnie biorąc kawałek pizzy.
-Lily! - do mojego pokoju wpadł James.
-Co? - zapytałam wstając.
-Dostałaś list od wuja. W sumie wszyscy dostaliśmy - podał mi kopertę z czerpanego papieru. Od razu otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Kochana Charlie!
Nie będę Cię zanudzał tym co u mnie słychać
ani tym jak się mam.
Nawet nie będę poprawnie pisał tego listu.
W kopercie znajdziesz mały kluczyk.
Otwiera on drzwi od twojego nowego mieszkania.
Jak wiesz jestem już stary.
Każdemu z waszej trójki oddałem jedną ze swoich posiadłości.
Wiem że jako jedyna nie masz zamiaru wyjeżdżać Nowego Yorku.
Dlatego apartament obok mostu brooklińskiego będzie dla Ciebie idealnym lokum.
Dodatkowo ponieważ twoje mieszkanie jest jedną z moich najtańszych posiadłości,
opłaciłem rachunki na najbliższe 10 lat.
Dla całej waszej trójki daję mój dom wypoczynkowy w Maryland.
Kluczyki do niego przeznaczam Dylanowi.
Dla całej waszej trójki daję mój dom wypoczynkowy w Maryland.
Kluczyki do niego przeznaczam Dylanowi.
Bawcie się dobrze dzieciaki i koniecznie odpiszcie.
Pamiętajcie żeby od czasu do czasu odwiedzić mnie w Anglii.
Z miłością
Wujek Jeff."
-O mój boże! Dostałam mieszkanie!! - podskoczyłam w miejscu i wyjęłam mały kluczyk i zgiętą na pół karteczkę z adresem.
-Ja dostałem dom w Seattle - powiedział James uśmiechając się.
-Ciekawe co na to powie wasz tato... - zaczęła Rosie.
-Pewnie będzie zadowolony - powiedział James. -A ja nie będę musiał mieszkać w akademiku.
-Nie chcę was martwić ale za 15 minut musimy wyjść - powiedziałam podchodząc do szafki. Ja zazwyczaj nie walczyłam więc wszystko co musiałam na sobie mieć to wygodne buty. Naciągnęłam na nogi jasne skarpetki trochę dłuższe niż moje botki a na górę jeansową kurtkę. Rosie spięła górną cześć włosów żeby nie wpadały jej do twarzy i ubrała na siebie swoje ukochane buty. Razem zeszłyśmy na dół gdzie czekał już James.
-No to w drogę -powiedziała Rosie i wyszła na ganek. Kiedy wychodziłam za nią powiew powietrza poruszył moimi włosami.
-Czujecie to ? - zapytałam wciągając powietrze.
-Stęchlizna - powiedział James marszcząc nos. -Są niedaleko.
-Zombie - powiedziała Rosie zbiegając ze schodków. -Wszystko jasne. Lottie prowadzisz - powiedziała czekając aż ją wyprzedzę. Skupiłam całą wolę na prostych i lśniących liniach. Ruszyłam ich śladem.Dobrze że przez całe wakacje Ros kazała mi ćwiczyć. Teraz mogłam biec stabilnym tempem. Przed wejściem do lasu zatrzymałam się
-Jak długo biegłam? - zapytałam.
-Ponad 30 minut. Jest coraz lepiej - powiedziała Rosie wchodząc do lasu. Ruszyłam za nią.
-Wyczuwacie to? - zapytała Rosie.
-Albo James się nie umył albo jest tu drugi wilczek - powiedziałam patrząc na Jamesa.
-Zabawne - rzucił James i po chwili zamiast niego stał obok mnie wielki czarny wilk. Rosie wyjęła łuk i przewiesiła strzały na plecach. James szturchnął mnie w ramię.
-Już - mruknęłam powoli ruszając w głąb lasu. Czułam obecność innego wilka. Może nawet dwóch. Zapach był mocny i świeży. Jak by szli tędy kilka minut temu. Zapach był coraz silniejszy i..
-Są tu ukryj się - poczułam pchnięcie w bok i jedna ze strzał świsnęła mi obok głowy. Kiedy się obejrzałam zobaczyłam trzy wilki. Czarnego, brązowego i siwego. James i brązowy wilk skakali sobie do gardeł, dosłownie. Za to szary walczył z Rosie. Nie wiem skąd ta dziewczyna miała tyle siły. Stanęłam pod dużym kamieniem zasłonięta krzakami. I wtedy to się stało.
Zakrwawiona Rosie leżała na ziemi. Miała na sobie ten sam sweter co dzisiaj. Klęczał nad nią James. Za nim stali Christopher i dziewczyna ze szkoły... Mai. To była ona. Klęczałam koło Rosie i próbowałam ją wyleczyć. Słyszałam swój krzyk i żałosny szloch. Długa rana na brzuchu nie goiła się...
-Lottie! - na ziemie sprowadził mnie głos Rosie. Musiałam krzyknąć na prawdę.
-Przestańcie walczyć! Chris! Mai! Ja wiem że to wy! - dwa wilki znieruchomiały. Pierwsza przemieniła się Mai. Rosie złapała się za głowę.
-Nie wiedziałam że wiecie - powiedziała Mai.
-Czego tu szukaliście - zapytała Rosie.
-Wywęszyliśmy strzygi, na początku myślałam że macie z nimi coś wspólnego - powiedziała Mai poprawiając włosy. -Kto to jest ? - pokazała na Jamesa który ciągle obnażał zęby na Chrisa.
-Mój brat - rzuciłam niechętnie. - Zmieńcie się - powiedziałam do nich.
-No już - dorzuciła Rosie. James popatrzył na nią groźnie i po chwili był już w ludzkiej postaci. Stanął obok mnie i ściągnął z siebie bluzę. Popatrzyłam na jedynego wilka który pozostał.
-On jest alfą nie? - zapytałam Mai.
-Tak - powiedział Chris stając obok niej.- Jestem alfą.
-Robi się ciekawie - mruknęła Rosie tak żebym tylko ja usłyszała.
-Taa - mruknęłam w odpowiedzi.
-Ja dostałem dom w Seattle - powiedział James uśmiechając się.
-Ciekawe co na to powie wasz tato... - zaczęła Rosie.
-Pewnie będzie zadowolony - powiedział James. -A ja nie będę musiał mieszkać w akademiku.
-Nie chcę was martwić ale za 15 minut musimy wyjść - powiedziałam podchodząc do szafki. Ja zazwyczaj nie walczyłam więc wszystko co musiałam na sobie mieć to wygodne buty. Naciągnęłam na nogi jasne skarpetki trochę dłuższe niż moje botki a na górę jeansową kurtkę. Rosie spięła górną cześć włosów żeby nie wpadały jej do twarzy i ubrała na siebie swoje ukochane buty. Razem zeszłyśmy na dół gdzie czekał już James.
-No to w drogę -powiedziała Rosie i wyszła na ganek. Kiedy wychodziłam za nią powiew powietrza poruszył moimi włosami.
-Czujecie to ? - zapytałam wciągając powietrze.
-Stęchlizna - powiedział James marszcząc nos. -Są niedaleko.
-Zombie - powiedziała Rosie zbiegając ze schodków. -Wszystko jasne. Lottie prowadzisz - powiedziała czekając aż ją wyprzedzę. Skupiłam całą wolę na prostych i lśniących liniach. Ruszyłam ich śladem.Dobrze że przez całe wakacje Ros kazała mi ćwiczyć. Teraz mogłam biec stabilnym tempem. Przed wejściem do lasu zatrzymałam się
-Jak długo biegłam? - zapytałam.
-Ponad 30 minut. Jest coraz lepiej - powiedziała Rosie wchodząc do lasu. Ruszyłam za nią.
-Wyczuwacie to? - zapytała Rosie.
-Albo James się nie umył albo jest tu drugi wilczek - powiedziałam patrząc na Jamesa.
-Zabawne - rzucił James i po chwili zamiast niego stał obok mnie wielki czarny wilk. Rosie wyjęła łuk i przewiesiła strzały na plecach. James szturchnął mnie w ramię.
-Już - mruknęłam powoli ruszając w głąb lasu. Czułam obecność innego wilka. Może nawet dwóch. Zapach był mocny i świeży. Jak by szli tędy kilka minut temu. Zapach był coraz silniejszy i..
-Są tu ukryj się - poczułam pchnięcie w bok i jedna ze strzał świsnęła mi obok głowy. Kiedy się obejrzałam zobaczyłam trzy wilki. Czarnego, brązowego i siwego. James i brązowy wilk skakali sobie do gardeł, dosłownie. Za to szary walczył z Rosie. Nie wiem skąd ta dziewczyna miała tyle siły. Stanęłam pod dużym kamieniem zasłonięta krzakami. I wtedy to się stało.
Zakrwawiona Rosie leżała na ziemi. Miała na sobie ten sam sweter co dzisiaj. Klęczał nad nią James. Za nim stali Christopher i dziewczyna ze szkoły... Mai. To była ona. Klęczałam koło Rosie i próbowałam ją wyleczyć. Słyszałam swój krzyk i żałosny szloch. Długa rana na brzuchu nie goiła się...
-Lottie! - na ziemie sprowadził mnie głos Rosie. Musiałam krzyknąć na prawdę.
-Przestańcie walczyć! Chris! Mai! Ja wiem że to wy! - dwa wilki znieruchomiały. Pierwsza przemieniła się Mai. Rosie złapała się za głowę.
-Nie wiedziałam że wiecie - powiedziała Mai.
-Czego tu szukaliście - zapytała Rosie.
-Wywęszyliśmy strzygi, na początku myślałam że macie z nimi coś wspólnego - powiedziała Mai poprawiając włosy. -Kto to jest ? - pokazała na Jamesa który ciągle obnażał zęby na Chrisa.
-Mój brat - rzuciłam niechętnie. - Zmieńcie się - powiedziałam do nich.
-No już - dorzuciła Rosie. James popatrzył na nią groźnie i po chwili był już w ludzkiej postaci. Stanął obok mnie i ściągnął z siebie bluzę. Popatrzyłam na jedynego wilka który pozostał.
-On jest alfą nie? - zapytałam Mai.
-Tak - powiedział Chris stając obok niej.- Jestem alfą.
-Robi się ciekawie - mruknęła Rosie tak żebym tylko ja usłyszała.
-Taa - mruknęłam w odpowiedzi.
środa, 1 lipca 2015
#2
-Byłam pewna że to zombie - powiedziałam patrząc niewinnie na przyjaciółkę. Była lekko pokiereszowana, no dobra lekko to mało powiedziane. Miała na twarzy kilka zadrapań, podarte spodnie, rozcięcie na ręce i nie miała jednego rękawa.
-To była moja ulubiona kurtka - mruknęła patrząc na paski skórzanego materiału. Obok niej szedł James. Nie wyglądał dużo lepiej od Rosie. Lekko kulał na prawą nogę.
-To nie moja wina! - broniłam się.
-Twoja - powiedzieli oboje. No ile można się gniewać. Fakt faktem zamiast na zombie (byłam przekonana że to zombie) natknęliśmy się na dwie wyjątkowo złośliwe strzygi. Najpotworniejsze było to że były silne i czymś rozwścieczone.
-Jutro jest początek roku szkolnego! A ja wyglądam jak by mnie w domu bili - jęknęła Rosie.
-No już skończ lamentować - zagrodziłam jej drogę. Obie ręce położyłam na policzkach. Zamknęłam oczy i całą wolę skupiłam na przepływającej przez moje ciało energii. Skupiłam ją na rękach. Przyjemne mrowienie. Zaczęłam ją przelewać po za siebie. Prosto w Rosie. - No widzisz, po wszystkim - powiedziałam uśmiechając się i zabierając dłonie. -Choć James twoja kolej.
-Dam radę - powiedział. Podeszłam do niego.
-No już, nie panikuj - zrobiłam z nim to samo co z Rosie. Skrzywił się kiedy skończyłam, nie lubił gdy to robiłam.
-Zbladłaś - powiedział i objął mnie w tali.
-To chwilowe - mruknęłam. Złapałam Rosie za rękę. -Mogę poprowadzić?
-Nieee - jęknęła Rosie.
-Chcemy być w domu za 15 minut nie godzinę -powiedział James podając mi kluczyki.
-Muszę się uczyć! - usiadłam za kierownicą i odpaliłam auto. Poprawiłam włosy, spojrzałam czy wszyscy są zajęci i wyjechałam spomiędzy drzew. Uwielbiałam Nowy York, zwłaszcza nocą kiedy ulice nie były zakorkowane, neony świeciły całą swoją mocą mimo że większość sklepów była otwarta tylko w dzień. Przejechałam ulicą wysokich wieżowców i podjechałam pod blok Rosie.
-Dzięki wielkie - cmoknęła mnie w policzek.
-Nie ma sprawy, podjedź po mnie przed szkołą jutro. Nie chcę jechać z Jamesem i bandą przygłupów.
-Nie ma sprawy. Pa James - przytuliła go i wysiadła z auta. Do domu mieliśmy jeszcze jakiś 10 minut jazdy.
-Dlaczego nie chcesz ze mną jechać do szkoły? - zapytał z wyrzutem.
-Bez urazy braciszku, ale jedziesz z Chrisem...
-Co to ma do czego ?
-Nie lubię go - powiedziałam wjeżdżając na podjazd i wysiadając z auta.
-Jest strasznie spoko. Nie znasz go.
-Po ostatniej imprezie... mogę śmiało powiedzieć że znam.
-Przespałaś się z nim !? - weszłam do domu i omal nie wylądowałam na podłodze.
-Zwariowałeś!? Chociaż gdyby nie Marcus było by blisko - zachichotałam. -Tato! Dlaczego nie śpisz?
-Czekałem aż wrócicie - powiedział tato podając mi kubek parującej jeszcze herbaty.
-Dziękuję tato - upiłam łyk.
-No więc idźcie się ogarnąć i do łóżek jutro do szkoły - powiedział i zniknął za drzwiami sypialni.
-Dobranoc - rzuciłam do Jamesa i szybko czmychnęłam na górę.
****
-Mamy przed sobą pierwszy rok w liceum - powiedziałam powstrzymując się od chichotu.
-Wolała bym walczyć ze strzygą - powiedziała Rosie patrząc na mnie lekko przerażona.
-Większość ludzi już znasz. Patrz tam jest Diana i Eleanor - pokazałam głową w stronę dwóch dziewczyn.
-No tak ale to jest liceum - pisnęłam.
-Jesteś szurnięta - zaśmiała się.
-Wiem - zaśmiałam się i złapałam ją pod ramię.
-Wiesz że mam pewne obiekcje co do Christophera?
-Serio? - zapytałam wchodząc do sekretariatu.
-Moje nazwisko Plaghins, jestem szkolną sekretarką, proszę podać nazwiska.
-Evans, Grace - powiedziałam.
-Tutaj są kluczyki od szafek, legitymacje, plany lekcji, plan budynku A, plan budynku B i sekcji sportowej. Jeżeli będziecie miały jakieś pytania możecie tu zawsze przyjść i pytać. W tym miesiącu również będą wybory na przewodniczącą, i można się zgłaszać do komitetu przygotowującego jesienny bal.
-Dziękujemy - powiedziałam biorąc plik kartek. Wyszłyśmy na korytarz. -A wracając do Chrisa?
-Myślę że też jest wilkołakiem - powiedziała kierując się w stronę auli.
-Niee..
-Tak. Widziałam go kilka razy w lesie za miastem...
-Co ty robiłaś w lesie za miastem !?
-A co zazwyczaj robimy z Jamesem?
-Patrolowałaś teren sama!?
-Pogadamy o tym po szkole - powiedziała i zajęła miejsce przed Jamesem i Chrisem. Obok mnie siedziała azjatka w kujonkach. Czytała pliki kartek. Kiedy zobaczyła że się jej przyglądam poskładała je i schowała do torby.
-Hej - podała mi rękę. -Mam na imię Mai.
-Charlotte, a to jest Rosie - podały sobie rękę.
-To jest Hannah - pokazała na blondynkę siedzącą obok.
-Hej - rzuciła znad smartfona.
-Będziemy chodziły razem do klasy, ale fajnie - Mai klasnęła w ręce.
-Tak nie mogę się doczekać - powiedziałam.
-To była moja ulubiona kurtka - mruknęła patrząc na paski skórzanego materiału. Obok niej szedł James. Nie wyglądał dużo lepiej od Rosie. Lekko kulał na prawą nogę.
-To nie moja wina! - broniłam się.
-Twoja - powiedzieli oboje. No ile można się gniewać. Fakt faktem zamiast na zombie (byłam przekonana że to zombie) natknęliśmy się na dwie wyjątkowo złośliwe strzygi. Najpotworniejsze było to że były silne i czymś rozwścieczone.
-Jutro jest początek roku szkolnego! A ja wyglądam jak by mnie w domu bili - jęknęła Rosie.
-No już skończ lamentować - zagrodziłam jej drogę. Obie ręce położyłam na policzkach. Zamknęłam oczy i całą wolę skupiłam na przepływającej przez moje ciało energii. Skupiłam ją na rękach. Przyjemne mrowienie. Zaczęłam ją przelewać po za siebie. Prosto w Rosie. - No widzisz, po wszystkim - powiedziałam uśmiechając się i zabierając dłonie. -Choć James twoja kolej.
-Dam radę - powiedział. Podeszłam do niego.
-No już, nie panikuj - zrobiłam z nim to samo co z Rosie. Skrzywił się kiedy skończyłam, nie lubił gdy to robiłam.
-Zbladłaś - powiedział i objął mnie w tali.
-To chwilowe - mruknęłam. Złapałam Rosie za rękę. -Mogę poprowadzić?
-Nieee - jęknęła Rosie.
-Chcemy być w domu za 15 minut nie godzinę -powiedział James podając mi kluczyki.
-Muszę się uczyć! - usiadłam za kierownicą i odpaliłam auto. Poprawiłam włosy, spojrzałam czy wszyscy są zajęci i wyjechałam spomiędzy drzew. Uwielbiałam Nowy York, zwłaszcza nocą kiedy ulice nie były zakorkowane, neony świeciły całą swoją mocą mimo że większość sklepów była otwarta tylko w dzień. Przejechałam ulicą wysokich wieżowców i podjechałam pod blok Rosie.
-Dzięki wielkie - cmoknęła mnie w policzek.
-Nie ma sprawy, podjedź po mnie przed szkołą jutro. Nie chcę jechać z Jamesem i bandą przygłupów.
-Nie ma sprawy. Pa James - przytuliła go i wysiadła z auta. Do domu mieliśmy jeszcze jakiś 10 minut jazdy.
-Dlaczego nie chcesz ze mną jechać do szkoły? - zapytał z wyrzutem.
-Bez urazy braciszku, ale jedziesz z Chrisem...
-Co to ma do czego ?
-Nie lubię go - powiedziałam wjeżdżając na podjazd i wysiadając z auta.
-Jest strasznie spoko. Nie znasz go.
-Po ostatniej imprezie... mogę śmiało powiedzieć że znam.
-Przespałaś się z nim !? - weszłam do domu i omal nie wylądowałam na podłodze.
-Zwariowałeś!? Chociaż gdyby nie Marcus było by blisko - zachichotałam. -Tato! Dlaczego nie śpisz?
-Czekałem aż wrócicie - powiedział tato podając mi kubek parującej jeszcze herbaty.
-Dziękuję tato - upiłam łyk.
-No więc idźcie się ogarnąć i do łóżek jutro do szkoły - powiedział i zniknął za drzwiami sypialni.
-Dobranoc - rzuciłam do Jamesa i szybko czmychnęłam na górę.
****
-Mamy przed sobą pierwszy rok w liceum - powiedziałam powstrzymując się od chichotu.
-Wolała bym walczyć ze strzygą - powiedziała Rosie patrząc na mnie lekko przerażona.
-Większość ludzi już znasz. Patrz tam jest Diana i Eleanor - pokazałam głową w stronę dwóch dziewczyn.
-No tak ale to jest liceum - pisnęłam.
-Jesteś szurnięta - zaśmiała się.
-Wiem - zaśmiałam się i złapałam ją pod ramię.
-Wiesz że mam pewne obiekcje co do Christophera?
-Serio? - zapytałam wchodząc do sekretariatu.
-Moje nazwisko Plaghins, jestem szkolną sekretarką, proszę podać nazwiska.
-Evans, Grace - powiedziałam.
-Tutaj są kluczyki od szafek, legitymacje, plany lekcji, plan budynku A, plan budynku B i sekcji sportowej. Jeżeli będziecie miały jakieś pytania możecie tu zawsze przyjść i pytać. W tym miesiącu również będą wybory na przewodniczącą, i można się zgłaszać do komitetu przygotowującego jesienny bal.
-Dziękujemy - powiedziałam biorąc plik kartek. Wyszłyśmy na korytarz. -A wracając do Chrisa?
-Myślę że też jest wilkołakiem - powiedziała kierując się w stronę auli.
-Niee..
-Tak. Widziałam go kilka razy w lesie za miastem...
-Co ty robiłaś w lesie za miastem !?
-A co zazwyczaj robimy z Jamesem?
-Patrolowałaś teren sama!?
-Pogadamy o tym po szkole - powiedziała i zajęła miejsce przed Jamesem i Chrisem. Obok mnie siedziała azjatka w kujonkach. Czytała pliki kartek. Kiedy zobaczyła że się jej przyglądam poskładała je i schowała do torby.
-Hej - podała mi rękę. -Mam na imię Mai.
-Charlotte, a to jest Rosie - podały sobie rękę.
-To jest Hannah - pokazała na blondynkę siedzącą obok.
-Hej - rzuciła znad smartfona.
-Będziemy chodziły razem do klasy, ale fajnie - Mai klasnęła w ręce.
-Tak nie mogę się doczekać - powiedziałam.
wtorek, 30 czerwca 2015
#1
Czym zazwyczaj wyróżniają się zwykle dziewczyny?
No właśnie niczym.
Ja jestem taką zwykłą dziewczyną.
Z całkiem zwyczajną rodziną.
*******************************************************************************No dobra wcale nie jestem aż taka zwykła.
![]() |
Tak mam dwóch starszych braci.
Obaj są wilkołakami.
Mi się nie udało ponieważ jestem dziewczyną.
I jestem trzecia.
Czyli najmłodsza.
Nasza mama umarła na jakąś bardzo rzadką chorobę, kiedy miałam 3 latka.
Tata po tym się trochę załamał, ale dał sobie radę z samotnym ojcostwem i teraz jesteśmy mega fajną rodzinką.
Mój najstarszy brat Dylan,studiuje w naszym rodzinnym mieście.
Za to James jest ode mnie rok starszy i chodzi do liceum.
![]() |
Mam też przyjaciółkę.
Rosie jest tak samo nie normalna jak ja.
No i jak moja rodzina.
Będziemy chodziły razem do klasy.
Ale znamy się od przedszkola.
Rosie jest łowcznią.
I w sumie powinna mnie nienawidzić.
Ona poluje na wampiry, zombie, strzygi i duchy.
Ogółem potwory zagrażające ludziom.
Ja i James jej w tym pomagamy.
Dylan czasem też, ale on zazwyczaj jest zajęty szkołą, nauką, pracą i Camille.
Teraz trochę o mnie.
Przynajmniej chciała bym być.
Mam na imię Charlotta, ale i tak wszyscy wołają na mnie:
Lottie lub Charlie.
Nie jestem ani wilkołakiem, ani łowczynią.
Mam za to kilka zdolności o których nie koniecznie lubię mówić.
Są te lepsze jak na przykład to że potrafię leczyć rany.
Bez plastrów, maści i gipsu.
I też te złe jak słyszenie głosów zabłąkanych dusz.
Trochę to wszystko chore ale idzie się przyzwyczaić.
Czasami też widzę przyszłość.
Jestem jedną z tych osób które nienawidzą nie mieć racji.
W polowaniach zazwyczaj jestem najmniej potrzebna.
Chyba że w tropieniu.
Jeśli się skupię widzę ich ślady, jak by namalowane farbą fluorescencyjną.
Rosie jest mózgiem.
James pracą wykonawczą.
A ja jestem Charlottą.
Trochę to wszystko chore ale idzie się przyzwyczaić.
Czasami też widzę przyszłość.
Jestem jedną z tych osób które nienawidzą nie mieć racji.
W polowaniach zazwyczaj jestem najmniej potrzebna.
Chyba że w tropieniu.
Jeśli się skupię widzę ich ślady, jak by namalowane farbą fluorescencyjną.
Rosie jest mózgiem.
James pracą wykonawczą.
A ja jestem Charlottą.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



