niedziela, 5 lipca 2015

#3

-Przywiozłam pizze - powiedziała Rosie wchodząc do mojego pokoju.
-Ojej! - wzięłam od niej ciepły karton
-Pójdziemy dziś na patrol tak?
-Tak całą trójką, ale dopiero za godzinę - powiedziałam biorąc kawałek pizzy ze strony bez kurczaka i usiadłam na łóżku.
- No bardzo dobrze! - usiadła obok mnie biorąc kawałek pizzy.
-Lily! - do mojego pokoju wpadł James.
-Co? - zapytałam wstając.
-Dostałaś list od wuja. W sumie wszyscy dostaliśmy - podał mi kopertę z czerpanego papieru. Od razu otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Kochana Charlie!
Nie będę Cię zanudzał tym co u mnie słychać 
ani tym jak się mam.
Nawet nie będę poprawnie pisał tego listu.
W kopercie znajdziesz mały kluczyk.
Otwiera on drzwi od twojego nowego mieszkania.
Jak wiesz jestem już stary.
Każdemu z waszej trójki oddałem jedną ze swoich posiadłości. 
Wiem że jako jedyna nie masz zamiaru wyjeżdżać  Nowego Yorku.
Dlatego apartament obok mostu brooklińskiego będzie dla Ciebie idealnym lokum.
Dodatkowo ponieważ twoje mieszkanie jest jedną z moich najtańszych posiadłości, 
opłaciłem rachunki na najbliższe 10 lat.
Dla całej waszej trójki daję mój dom wypoczynkowy w Maryland.
Kluczyki do niego przeznaczam Dylanowi.
Bawcie się dobrze dzieciaki i koniecznie odpiszcie.
Pamiętajcie żeby od czasu do czasu odwiedzić mnie w Anglii.
Z miłością 
Wujek Jeff."
-O mój boże! Dostałam mieszkanie!! - podskoczyłam w miejscu i wyjęłam mały kluczyk i zgiętą na pół karteczkę z adresem.
-Ja dostałem dom w Seattle - powiedział James uśmiechając się.
-Ciekawe co na to powie wasz tato... - zaczęła Rosie.
-Pewnie będzie zadowolony - powiedział James. -A ja nie będę musiał mieszkać w akademiku.
-Nie chcę was martwić ale za 15 minut musimy wyjść - powiedziałam podchodząc do szafki. Ja zazwyczaj nie walczyłam więc wszystko co musiałam na sobie mieć to wygodne buty. Naciągnęłam na nogi jasne skarpetki trochę dłuższe niż moje botki a na górę jeansową kurtkę. Rosie spięła górną cześć włosów żeby nie wpadały jej do twarzy i ubrała na siebie swoje ukochane buty. Razem zeszłyśmy na dół gdzie czekał już James.
-No to w drogę -powiedziała Rosie i wyszła na ganek. Kiedy wychodziłam za nią powiew powietrza poruszył moimi włosami.
-Czujecie to ? - zapytałam wciągając powietrze.
-Stęchlizna - powiedział James marszcząc nos. -Są niedaleko.
-Zombie - powiedziała Rosie zbiegając ze schodków. -Wszystko jasne. Lottie prowadzisz - powiedziała czekając aż ją wyprzedzę. Skupiłam całą wolę na prostych i lśniących liniach. Ruszyłam ich śladem.Dobrze że przez całe wakacje Ros kazała mi ćwiczyć. Teraz mogłam biec stabilnym tempem. Przed wejściem do lasu zatrzymałam się
-Jak długo biegłam? - zapytałam.
-Ponad 30 minut. Jest coraz lepiej - powiedziała Rosie wchodząc do lasu. Ruszyłam za nią.
-Wyczuwacie to? - zapytała Rosie.
-Albo James się nie umył albo jest tu drugi wilczek - powiedziałam patrząc na Jamesa.
-Zabawne - rzucił James i po chwili zamiast niego stał obok mnie wielki czarny wilk. Rosie wyjęła łuk i przewiesiła strzały na plecach. James szturchnął mnie w ramię.
-Już - mruknęłam powoli ruszając w głąb lasu. Czułam obecność innego wilka. Może nawet dwóch. Zapach był mocny i świeży. Jak by szli tędy kilka minut temu. Zapach był coraz silniejszy i..
-Są tu ukryj  się - poczułam pchnięcie w bok i jedna ze strzał świsnęła mi obok głowy. Kiedy się obejrzałam zobaczyłam trzy wilki. Czarnego, brązowego i siwego. James i brązowy wilk skakali sobie do gardeł, dosłownie. Za to szary walczył z Rosie. Nie wiem skąd ta dziewczyna miała tyle siły. Stanęłam pod dużym kamieniem zasłonięta krzakami. I wtedy to się stało.
Zakrwawiona Rosie leżała na ziemi. Miała na sobie ten sam sweter co dzisiaj. Klęczał nad nią James. Za nim stali Christopher i dziewczyna ze szkoły... Mai. To była ona. Klęczałam koło Rosie i próbowałam ją wyleczyć. Słyszałam swój krzyk i żałosny szloch. Długa rana na brzuchu nie goiła się...
-Lottie! - na ziemie sprowadził mnie głos Rosie. Musiałam krzyknąć na prawdę.
-Przestańcie walczyć! Chris! Mai! Ja wiem że to wy! - dwa wilki znieruchomiały. Pierwsza przemieniła się Mai. Rosie złapała się za głowę.
-Nie wiedziałam że wiecie - powiedziała Mai.
-Czego tu szukaliście - zapytała Rosie.
-Wywęszyliśmy strzygi, na początku myślałam że macie z nimi coś wspólnego - powiedziała Mai poprawiając włosy. -Kto to jest ? - pokazała na Jamesa który ciągle obnażał zęby na Chrisa.
-Mój brat - rzuciłam niechętnie. - Zmieńcie się - powiedziałam do nich.
-No już - dorzuciła Rosie. James popatrzył na nią groźnie i po chwili był już w ludzkiej postaci. Stanął obok mnie i ściągnął z siebie bluzę. Popatrzyłam na jedynego wilka który pozostał.
-On jest alfą nie? - zapytałam Mai.
-Tak - powiedział Chris stając obok niej.- Jestem alfą.
-Robi się ciekawie - mruknęła Rosie tak żebym tylko ja usłyszała.
-Taa - mruknęłam w odpowiedzi. 

środa, 1 lipca 2015

#2

-Byłam pewna że to zombie - powiedziałam patrząc niewinnie na przyjaciółkę. Była lekko pokiereszowana, no dobra lekko to mało powiedziane. Miała na twarzy kilka zadrapań, podarte spodnie, rozcięcie na ręce i nie miała jednego rękawa.
-To była moja ulubiona kurtka - mruknęła patrząc na paski skórzanego materiału. Obok niej szedł James. Nie wyglądał dużo lepiej od Rosie. Lekko kulał na prawą nogę.
-To nie moja wina! - broniłam się.
-Twoja - powiedzieli oboje. No ile można się gniewać. Fakt faktem zamiast na zombie (byłam przekonana że to zombie) natknęliśmy się na dwie wyjątkowo złośliwe strzygi. Najpotworniejsze było to że były silne i czymś rozwścieczone.
-Jutro jest początek roku szkolnego! A ja wyglądam jak by mnie w domu bili - jęknęła Rosie.
-No już skończ lamentować - zagrodziłam jej drogę. Obie ręce położyłam na policzkach. Zamknęłam oczy i całą wolę skupiłam na przepływającej przez moje ciało energii. Skupiłam ją na rękach. Przyjemne mrowienie. Zaczęłam ją przelewać po za siebie. Prosto w Rosie. - No widzisz, po wszystkim - powiedziałam uśmiechając się i zabierając dłonie. -Choć James twoja kolej.
-Dam radę - powiedział. Podeszłam do niego.
-No już, nie panikuj - zrobiłam z nim to samo co z Rosie. Skrzywił się kiedy skończyłam, nie lubił gdy to robiłam.
-Zbladłaś - powiedział i objął mnie w tali.
-To chwilowe - mruknęłam. Złapałam Rosie za rękę. -Mogę poprowadzić?
-Nieee - jęknęła Rosie.
-Chcemy być w domu za 15 minut nie godzinę -powiedział James podając mi kluczyki.
-Muszę się uczyć! - usiadłam za kierownicą i odpaliłam auto. Poprawiłam włosy, spojrzałam czy wszyscy są zajęci i wyjechałam spomiędzy drzew. Uwielbiałam Nowy York, zwłaszcza nocą kiedy ulice nie były zakorkowane, neony świeciły całą swoją mocą mimo że większość sklepów była otwarta tylko w dzień. Przejechałam ulicą wysokich wieżowców i podjechałam pod blok Rosie.
-Dzięki wielkie - cmoknęła mnie w policzek.
-Nie ma sprawy, podjedź po mnie przed szkołą jutro. Nie chcę jechać z Jamesem i bandą przygłupów.
-Nie ma sprawy. Pa James - przytuliła go i wysiadła z auta. Do domu mieliśmy jeszcze jakiś 10 minut jazdy.
-Dlaczego nie chcesz ze mną jechać do szkoły? - zapytał z wyrzutem.
-Bez urazy braciszku, ale jedziesz z Chrisem...
-Co to ma do czego ?
-Nie lubię go - powiedziałam wjeżdżając na podjazd i wysiadając z auta.
-Jest strasznie spoko. Nie znasz go.
-Po ostatniej imprezie... mogę śmiało powiedzieć że znam.
-Przespałaś się z nim !? - weszłam do domu i omal nie wylądowałam na podłodze.
-Zwariowałeś!? Chociaż gdyby nie Marcus było by blisko - zachichotałam. -Tato! Dlaczego nie śpisz?
-Czekałem aż wrócicie - powiedział tato podając mi kubek parującej jeszcze herbaty.
-Dziękuję tato - upiłam łyk.
-No więc idźcie się ogarnąć i do łóżek jutro do szkoły - powiedział i zniknął za drzwiami sypialni.
-Dobranoc - rzuciłam do Jamesa i szybko czmychnęłam na górę.
****

-Mamy przed sobą pierwszy rok w liceum - powiedziałam powstrzymując się od chichotu.
-Wolała bym walczyć ze strzygą - powiedziała Rosie patrząc na mnie lekko przerażona.
-Większość ludzi już znasz. Patrz tam jest Diana i Eleanor - pokazałam głową w stronę dwóch dziewczyn.
-No tak ale to jest liceum - pisnęłam.
-Jesteś szurnięta - zaśmiała się.
-Wiem - zaśmiałam się i złapałam ją pod ramię.
-Wiesz że mam pewne obiekcje co do Christophera?
-Serio? - zapytałam wchodząc do sekretariatu.
-Moje nazwisko Plaghins, jestem szkolną sekretarką, proszę podać nazwiska.
-Evans, Grace - powiedziałam.
-Tutaj są kluczyki od szafek, legitymacje, plany lekcji, plan budynku A, plan budynku B i sekcji sportowej. Jeżeli będziecie miały jakieś pytania możecie tu zawsze przyjść i pytać. W tym miesiącu również będą wybory na przewodniczącą, i można się zgłaszać do komitetu przygotowującego jesienny bal.
-Dziękujemy - powiedziałam biorąc plik kartek. Wyszłyśmy na korytarz. -A wracając do Chrisa?
-Myślę że też jest wilkołakiem - powiedziała kierując się w stronę auli.
-Niee..
-Tak. Widziałam go kilka razy w lesie za miastem...
-Co ty robiłaś w lesie za miastem !?
-A co zazwyczaj robimy z Jamesem?
-Patrolowałaś teren sama!?
-Pogadamy o tym po szkole - powiedziała i zajęła miejsce przed Jamesem i Chrisem. Obok mnie siedziała azjatka w kujonkach. Czytała pliki kartek. Kiedy zobaczyła że się jej przyglądam poskładała je i schowała do torby.
-Hej - podała mi rękę. -Mam na imię Mai.
-Charlotte, a to jest Rosie - podały sobie rękę.
-To jest Hannah - pokazała na blondynkę siedzącą obok.
-Hej - rzuciła znad smartfona.
-Będziemy chodziły razem do klasy, ale fajnie - Mai klasnęła w ręce.
-Tak nie mogę się doczekać - powiedziałam.